sobota, 12 października 2013

Rozdział 2


              PRZECZYTAJCIE NOTKE POD ROZDZIAŁEM :)



-Puść. Mnie. Zostaw!!!! Zostaw mnie proszę zostaw MNIE!!!-krzyczałam próbując wydostać ręce z jego dłoni. Łzy ciekły mi po policzkach jak nigdy. A przynajmniej od bardzo dawna, od tak dawna nie płakałam. Gdy to się udało próbowałam go odepchnąć ode mnie jak najdalej. Wszystkie wspomnienia powróciły. Wszystkie złe, przerażające wspomnienia powróciły. Nie proszę, to nie może się powtórzyć. Nigdy nie zapomnę tego co ON mi zrobił. Jakieś dwa lata temu wracałam przez park z urodzin koleżanki. Była gdzieś po 21. Wtedy...wtedy zza drzewa wyskoczył jakiś chłopak. Był na pewno straszy ode mnie z jakieś 4 lata. Przeraziłam się, nie wiedziałam co robić. I wtedy on zaciągnął mnie do jakiejś ciemnej uliczki i zaczął rozbierać, całować, bić. Wtedy to się stało, najgorsza rzecz jaką przeżyłam. Zgwałcił mnie. Ten pojebany psychol mnie zgwałcił.
-Proszę, zostaw mnie, proszę, proszę, proszę, proszę!-błagałam przez łzy.-zostaw mnie, proszę zostaw.-wtedy zmieszany chłopak zszedł ze mnie przez co poczułam lekką ulgę. Cała się trzęsę, pot leje się ze mnie, a łzy płyną po moich policzkach jak opętane. Nie mogę sie uspokoić. To wszystko dzieje sie tak szybko i niespodziewanie. Skuliłam się, a głowę schowałam między kolanami a brzuchem.-prosze prosze prosze...-powtarzałam tak w kółko do momentu gdy poczułam rękę głaszczącą moje włosy.
-Przepraszam, nie chciałem zrobić ci krzywdy.-powiedział czule. Nie wiedziałam że można być tak słodkim i kochanym jednocześnie. Otarłam wierzchem dłoni spływające po moich czerwonych policzkach łzy i spojrzałam w zielonkawe oczy Harry'ego.
-Nie zrobiłeś po prostu....-stop, przecież nie opowiem mu tego. Dobra Darcy ogarnij się wreszcie. Spokój.-Muszę już wracać do domu. Przepraszam, gdzie są moje ubrania?
-Są mokre jeśli chcesz pożyczę ci coś mojego.-uśmiechnął się lekko.
-Byłabym wdzięczna.-Harry wyszedł z pokoju i po chwili wrócił z jakimiś ubraniami.
-Czy mógłbyś się odwrócić?-spytałam nieśmiało na co ten lekko zachichotał z zakłopotania.
-Tak, jasne.-gdy stał do mnie plecami, w ekstra szybko wskoczyłam w jego dresy i za duża koszulkę.
-Już.- powiedziałam gdy skończyłam się ubierać. Boże...jaki on jest słodki, przystojny i jeszcze nigdy nie widziałam u kogoś tak intensywnie zielonych oczu jak u Harry'ego. Te dwie małe tęczówki są jak świeża, wiosenna trawa lub jak dwa małe szmaragdowe brylanciki.-Muszę już iść i naprawdę bardzo ci dziękuje za to że uratowałeś mi życie. Naprawdę, jeszcze nikt nie zrobił dla mnie czegoś takiego.-podeszłam do niego i mocno przytuliłam. Chłopak po chwili odwzajemnił uścisk. Po kilku minutach wyswobodziłam z jego ramion i uśmiechnęłam się szeroko.
-Odwiozę cię..-chciałam powiedzieć że sobie poradzę ale mnie wyścignął.-...i nie zaprzeczaj!
-Dobrze.-opuściliśmy jacht i udaliśmy się na ląd po czym wsiedliśmy do czarnego Bentley'a. Podałam mu mój adres i po kilku minutach staliśmy pod moim domem. Odpięłam pasy i odwróciłam się twarzą do Harry'ego.
-Dziękuje za wszystko.-przysunęłam się do niego i złożyłam na jego policzku słodkiego całusa. Wysiadłam z samochodu i weszłam do domu. Na kanapie siedziała mama, gdy mnie zobaczyła momentalnie zerwała się z kanapy i rzuciła mi się na szyję.
-Boże Darcy kochanie gdzież ty była. Strasznie się o ciebie martwiłam. Myślałam....
-Mamo nic mi nie jest. Jak widzisz jestem tu.-uspokoiłam mamę.
-Co to za ciuchy? Dlaczego masz na sobie takie wielkie ubrania?-spytała poważnie. O, nie i co ja mam jej powiedzieć? To proste okłam ją po raz kolejny.- odezwała się moja podświadomość.  A ja myślałam że zniknęła na zawsze... Ugh.
-Bo byłam na przystani i wpadłam do wody i jakiś chłopak mnie uratował. Później zaprosił mnie na swój jacht i pożyczył właśnie te ubrania.-wskazałam na swój ubiór. Proszę matko nie wściekaj się. Nie znoszę tego.
-Darcy czyś ty oszalała? Przecież ty pływać nie umiesz! Co by było gdybyś utonęła, co?! A co by było jak by ten chłopak cię zgwałcił, albo zamordował?! Do cholery jasnej zejdź mi natychmiast z oczu. Masz tam więcej nie chodzić, słyszysz?! A teraz marsz do pokoju.-ogłosiła cały swój monolog, po czym tak jak chciała uciekłam do swojego pokoju z płaczem. Czuje się jak śmieć, ona traktuje mnie jak zwykłego śmiecia. Może ojciec i matka nie chcieli mieć dzieci, a ja jestem jedną wielką pomyłką? Tak, właśnie tak się czuje. Wbiegłam do łazienki, wyciągnęłam żyletkę i nie zastanawiając się długo zaczęłam zdobić moje ręce, brzuch i nogi głębokimi nacięciami. Krew obficie lała się z każdej z moich ran dzięki czemu poczułam lekką ulgę. Upadłam na podłogę i leżałam tak do momentu gdy nie usłyszałam pukania do drzwi łazienki.
-Darcy, kochanie proszę wyjdź mam ci coś ważnego do powiedzenia.-usłyszałam cichy i załamujący się głos mojej mamy.-Będę czekać w salonie.-powiedziała tylko i wyszła. Tak mi się zdaje. Szybko zmyłam zaschniętą krew z mojego ciała i założyłam dresy, z włosów zrobiłam koka na samym czubku głowy i nie śpiesząc się powoli zeszłam na dół. Gdy weszłam do salonu moje serce na chwilę przestało bić. Na kanapie siedziała zapłakana mama, bujała się w przód i w tył. Z oczu nie przestawały jej lecieć łzy a ja nie wiedziałam dlaczego. Podbiegłam do niej i spytałam co się stało. Jej odpowiedź bardzo poruszyła moje serce.
-John..znaczy twój tata...on...on..-zaczęła się strasznie jąkać, a ja spodziewałam się najgorszego. Co z nim? Co z tatą?- Jest bardzo chory, a dokładniej ma raka mózgu. Doktor powiedział że ten nowotwór jest złośliwy i przeniósł się z mózgu na płuca, a gdy dojdzie do serca to już koniec. To dzieje się w naprawdę szybkim tempie, bardzo szybko się przemieszcza i zaczyna niszczyć coraz większą liczbę tkanek. Tak się boje. Ostatnio zauważyłam jak tata dziwnie się zachowuje. Ciągle bolała go głowa..-nie mogłam powstrzymać cisnących się do oczu łez, po chwili spływały już po moich policzkach.- czasami nie mógł złapać powietrza, dusił się, miał zawroty głowy i bardzo wysokie tętno. Darcy, ja tak strasznie się boje! Ja nie chcę by umierał.-rozpłakała się jeszcze bardziej, z całej siły przytuliłam ją, po chwili nie mogłam się powstrzymać i sama wybuchłam gorzkim szlochem.
-Gdzie jest tata? I od kiedy mnie okłamujecie?-spytałam oskarżającym tonem.
-Tata jest już od tygodnia w szpitalu. Nie chciałam cię martwić, myślałam że po operacji szybciej wróci do siebie, lecz się pomyliłam. Dzisiaj dowiedziałam się że rak jest coraz silniejszy i szybciej się rozwija. Nie mogłam w to uwierzyć. Nadal nie mogę! Nie chce go stracić.-zaszlochana mama przytuliłam mnie mocno.
-Mamo co teraz będzie? Tata nie umrze, nie może.-odsunęłam się od niej i ukryłam twarz w dłoniach.-Chce go odwiedzić! W którym szpitalu jest?-spytałam lecz rodzicielka powiedziała że nawet jak tam pojadę to mnie nie wpuszczą. W końcu uległa i podała mi adres. Wybiegłam z domu mimo wołaniom matki. Po drodze zabrałam klucze do samochodu. Od 2 miesięcy mam prawo jazdy i cieszę się z tego że rodzice się zgodzili na to bym je zrobiła. Wsiadłam do samochodu i z piskiem opon wyjechałam z garażu. Wpisałam w nawigacje adres szpitala i gdy wyświetliła się mapa pokierowałam się wskazówkami GPS. W końcu dotarłam do szpitala. Wyskoczyłam z samochodu i wbiegłam roztrzęsiona do budynku.
-Gdzie leży John Gonzales?-spytałam recepcjonistki nie dbając o kulturę. Poczułam jak w oczach zbierają sie nowe łzy, by po chwili pomoczyć całą moją twarz. Tata nie może umrzeć. Nie może zostawić mnie i mamy. Nie chce już cierpieć bardziej. Tata mimo że często kłócił się z mamą, naprawdę bardzo ją kocha. Niedawno wyznał mi że jest pewny tego że między nimi jest najprawdziwsza z możliwej miłości. Powiedział że byłby w stanie oddać za nią życie. Nigdy nie wiedziałam dwóch tak bardzo podobnych do siebie osób. Rodzice zachowują się jak para zakochanych nastolatków i nie przejmują się faktem że właśnie strzeliła im czterdziestka.
-Przykro mi nie mogę pani niczego powiedzieć.-oznajmiła chłodnym głosem głupia baba z recepcji.
-Jestem jego córką, proszę niech mi pani powie, proszę.-błagałam ją, nawet jakbym mogła padłabym przed nią na kolana.
-Uh...no dobrze. Pokój 269, trzecie piętro.
-Dziękuje.-wbiegłam do windy. Gdy byłam już na 3 piętrze biegałam po korytarzu w poszukiwaniu sali 269. Wreszcie ją znalazłam i już miałam wejść do środka gdy droge zagrodził mi lekarz.
-A panienka do kogo?-spytał trochę wyższy ode mnie facet, miał siwe włosy i miłe spojrzenie, ale jego wyraz twarzy jest poważna jak cholera.
-Ja do taty.-odpowiedziałam próbując zachować spokojny ton głosu. Jak mnie nie wpuści to go kurwa zabije.
-Jak się nazywa?
-John Gonzales.-oznajmiłam z coraz większym zniecierpliwieniem. Szkoda że nie należę do osób cierpliwych, ale ten lekarz coraz bardziej działa mi na nerwy. Nie może mnie po prostu wpuścić?
-Przykro mi ale nie mogę pani wpuścić, twój tata musi odpoczywać przed kolejną operacją. Jak już panna wie panno Gonzales ostatnia operacja się nie udała, a gdy ta też się nie uda to.....-przerwałam mu głośnym krzykiem rozpaczy.
-Niech pan nic nie mówi! Ta operacja się uda zrozumiano?! A teraz proszę,  błagam niech mnie pan wpuści...gdy on....umrze-załkałam głośno na wypowiedzenie tego okropnego słowa- nie dam sobie rady. Nie widziałam go od 2 tygodni, proszę niech mnie lekarz wpuści chociaż na 10 minut.-błagałam. W końcu lekarz się poddał. A co jeśli to taki głupi żart? Może rodzice zgłosili mnie do jakiegoś programu w którym wkręcają głupich ludzi? A tam w środku siedzi tata płaczący ze śmiechu? Po cichu wślizgnęłam się do środka ujrzałam tatę. Bardzo bladego jak kreda i podpiętego do różnych urządzeń przytrzymujących go przy życiu. Jednym słowem wyglądał okropnie, widać jak jakaś nie widoczna siła powoli wyciąga z niego całe życie. To straszne widzieć ból na twarzy własnego ojca.
-Tato...-jęknęłam cicho, dzięki czemu natychmiast zwróciłam na siebie jego uwagę.
-Darcy...-zakaszlał przez co najwidoczniej poczuł ból.-kochanie myślałem że już nie przyjdziesz.
-Tęskniłam za tobą, dlaczego mi nie powiedziałeś że...jesteś chory?
-Bałem się jak na to zareagujesz. Widziałem jak cierpiałaś z powodu przeprowadzki. Nie chciałem cię jeszcze zamartwiać moją chorobą.
-Tak strasznie się boje, nie zostawisz nas prawda? Obiecaj że zawsze będziesz przy mnie i mamie, obiecujesz?-spytałam wycierając nowe łzy z policzków.
-Obiecuję kochanie. Zawsze będę przy was bo kocham was całym sobą i nigdy nie opuszczę ani ciebie ani mamy.-przytuliłam go lekko uważając na te wszystkie kable. Mam takie dziwne przeczucie. Czuję że powoli
 nadchodzi koniec...


____________________________________________________________________

I jak wrażenia po nowym rozdziale? Mam wielką nadzieje że jednak się spodobał ;D
Mam taką propozycje. Od teraz pod każdym nowym rozdziałem będę dodawać jakieś kawały xd (tak na poprawę humoru <3) W komentarzach możecie także dodawać linki do swoich blogów, chętnie do nich zajrzę i zostawię komentarz. A gdy jakiś naprawdę mi się spodoba dodam go do ulubionych blogów.
                                       A TERAZ CZAS NA MAŁY KAWAŁ. . . 
                         

                               

                                        Jak się nazywa bilet do WC?
                                        .
                                        .
                                        .
                                        Kupon
                           
                             Bada bum tssssssssssssss


DO ZOBACZENIA...... <3

sobota, 5 października 2013

Rozdział 1


Przed wami 1 rozdział, tylko się nie rozczarujcie. Za pięknie to ja nie pisze. Pisze tak jak pisze i robie wszystko by wyszło jak najlepiej. Dziękuje że przeczytaliście tą krótką notkę i zapraszam do czytania. <3



      PRZECZYTAĆ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM. WAŻNE!!!!!


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wtorek, godzina 17:15
Pokój Darcy

Deszcz, deszcz i jeszcze raz deszcz. Krople wody w szybkim tempie spadają z szarych chmur na ziemie. Silny wiatr wprawia w ruch gałęzie drzew, porywa ludziom parasole, mierzwi włosy. Kropelki deszczu w miarowym tempie uderzają o parapet tworząc jakąś nieznaną mi melodię. Londyn. Przygnębiająca pogoda jest normą dla tutejszych mieszkańców. Dla mnie jest czymś więcej. Jest jak na miarę dopasowana do mojego teraźniejszego samopoczucia. A może ja cały czas jestem taka? Może pogoda nie mu tu nic do rzeczy? Nie wiem. Ale dłużej nie wytrzymam w tym miejscu. Nie rozumiem. Naprawdę nie rozumiem dlaczego rodzice zdecydowali się przeprowadzić akurat tu. Całe dnie leje deszcz, jest pochmurno i nawet na sekundę nie wyjdzie słońce, za którym tak bardzo się stęskniłam. Za jego ciepłem i światłem który nawet najciemniejsze zakamarki potrafił oświetlić. Ale cóż nikt nie umie w żaden sposób wpłynąć na pogodę. Siedzę w wygodnym foteliku, okryta ciepłym kocem oraz trzymając w obu rękach gorącą herbatę popijam ją po małym łyczku. Ciecz przyjemnie drażni moje gardło od środka wprowadzając mnie w słodki stan ukojenia. Już prawie koniec lata.- z naburmuszoną miną oznajmiła moja podświadomość. Tak. Został już tylko tydzień leniwego odpoczynku. A później zacznie się: prace domowe, kartkówki, złośliwi nauczyciele, dokuczający mi uczniowie i po po środku tego ja niedająca sobie z tym wszystkim rady. Tak to będzie cudowny rok szkolny.-wyczuliście tą nutkę sarkazmu? Dlaczego muszę być taka słaba psychicznie, nieśmiała...No, chyba nie da się nazwać twojego ciętego języka nieśmiałym? Nieprawdaż?- zapytała moja złośliwa podświadomość poprawiając przy tym okulary i kręcąc się na obrotowym krześle. Oj zamknij się, ty małpo już nie masz tu nic do gadania. Przechylając ponownie kubek z zamiarem napicia się herbaty, niestety musiałam się rozczarować bo nie było już nawet małej kropelki. Niechętnie wstałam poprawiając na sobie pogniecione ubrania. Po cichu wyszłam z mojego pokoju, wolnym krokiem udając się do kuchni. Poczułam niemałe burczenie więc czy teraz czy później i tak będę musiała coś zjeść. Wyjęłam z lodówki wcześniej przygotowaną kanapkę oraz zjadłam ją ze smakiem. Deszcz właśnie przestał padać. Ubrałam kurtkę i jakieś adidasy i wyszłam z domu z zamiarem poznania okolicy. Stawiałam stopę za stopą nawet się nie rozglądając się wzrok utkwiłam w chodniku. Szłam ze spuszczoną głową naciągając na głowę kaptur i tak szłam i szłam. Aż wreszcie doszłam do niemałego postoju łódek, jachtów i innych sprzętów wodnych. Weszłam na molo i ruszyłam do przodu po kolei oglądając każdy z jachtów. Każdy z nich był luksusowy i zapewne bardzo drogi. Mój wzrok przyciągnął jeden jacht, który nazywał się Darcy. Z całą pewnością był jednych z tych największych, najdroższych i najbardziej luksusowych. Ma kolor niesamowicie śnieżno biały, po środku biegnie złota linia i ten srebrny szyld. Aż zaparło mi dech w piersiach. Nie długo nacieszyłam się tą piękną konstrukcją gdyż usłyszałam pewne głosy wydobywające się z drugiej strony jachtu. Najciszej jak się dało wyjrzałam zza niego i kilka kroków dalej dostrzegłam dwie postacie. Jedna zakrwawiona leżała na ziemi ciężko oddychając a nad nią stał umięśniony chłopak z lokami wystającymi zza kaptura. Skąd wiem że jest umięśniony? Bo stoi w samej podkoszulce, na jego rękach znajduje się mnóstwo tatuaży przez co wygląda jeszcze groźniej. Przeraziłam się i to bardzo. Serce prawie mi wyskoczyło z piersi kiedy z kieszeni wyjął pistolet i bez żadnego zahamowania strzelił prosto w czoło leżącemu kolesiowi. Przez głośny strzał z ust wyciekł mi zbyt głośny pisk. Jak na komendę chłopak odwrócił się w moją stronę wbijając swój wzrok w moje przerażone oczy. Zieleń jego oczu strasznie mnie zaskoczyła-oczywiście pozytywnie. Jego tęczówki są tak magicznie zielone że mogłabym spoglądać w nie do końca życia. Ale nie teraz. Zrobiłam wielki krok w tył, a nieznajomy krok w przód. W końcu puściłam się biegiem i biegłam, biegłam aż w końcu dobiegłam w ślepą uliczkę. Momentalnie się odwróciłam i zobaczyłam idącego w moją stronę chłopaka. Serce mi stanęło. W jego oczach można zauważyć lekkie....rozbawienie? Co ten kretyn dobrze się bawi kiedy ja prawie nie dostałam zawału. Idiota. Zbliżał się coraz bardziej, cały swój ciężar ciała oparłam na.....zaraz tu nie ma żadnego oparcia!! Z wielkim pluskiem wpadłam do lodowatej wody, powoli osuwając się na dno. Kurwa, ja nie umiem pływać. Nie, nie, nie chce umierać. A jak już to nie tak. Proszę, pomocy. We wszystkie strony machałam rękoma i nogami lecz nic to nie dawało. Odpuściłam, zaczyna brakować mi tlenu a oczy robią się ciężkie. Nie tylko nie mogę zemdleć...za późno. Zaczynam powoli odpływać.


Jakiś czas później.

Lekko uchyliłam oczy spodziewając się jakieś kolorowej łąki, tęczy i jednorożców, lecz nic nie ujrzałam poza mgłą. Przetarłam oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu. W gardle poczułam nieprzyjemne pieczenie spowodowane słoną wodą. Zaraz....on mnie uratował. Uratował mnie. Ten morderca mnie uratował. Mimowolnie przeniosłam się do pozycji siedzącej. Gdzie ja jestem? U niego w domu? Nie.
Och no tak jestem na jachcie. Zajrzałam pod koc i zobaczyłam że mam na sobie samą bieliznę. Niewierze. On mnie rozebrał. Ze strachu wstałam z łóżka z zamiarem ucieczki. Lecz było to do przewidzenia że mi sie nie uda. Drzwi uchyliły się, a ja z powrotem wskoczyłam do łóżka udając że jeszcze się nie obudziłam. Lekko uchyliłam jedno oko by zobaczyć kto wszedł do pokoju. Ujrzałam pięknego chłopaka z burzą słodkich loczków i parą zielonych tęczówek. Niósł dwa kubki, pewnie z herbatą i postawił na szafce obok po czym usiadł obok mnie na łóżku.
-Wiem że nie śpisz.-oznajmił ochrypłym głosem przyprawiając mnie tym o dreszcze na całym ciele.-Kurwa wstawaj.-momentalnie otworzyłam oczy napotykając dwie piękne zielone tęczówki patrzące na mnie z rozbawieniem.
-Gdzie jestem?-spytałam nieśmiało przenosząc wzrok na swoje splecione palce.
-Czy to ważne?
-Tak.
-Jesteś na jachcie. Skąd się tu wzięłaś?
-Przypadkiem.
-Przypadki nie istnieją.-odpowiedział ostro.-Ja się nazywasz skarbie?-spytał już milszym tonem.
-Darcy Gonzales.-uniósł ze zdziwienia brew.-przyciągnął mnie tu napis "Darcy" na jachcie.
-A ja Harry Styles.-oznajmił-Dlaczego przyciągnął cię tu ten napis?-spytał głupio.
-Po prostu jestem ciekawska. I wtedy....zobaczyłam jak zabijasz tego człowieka.-przełknęłam dużą gule śliny formującą się w moim gardle.
-Zasłużył sobie na to ten jebany śmieć.
-Dlaczego?-spytałam czując nagły przypływ odwagi.
-Nie spłacił długu.-otworzyłam buzie by spytać się dlaczego? Ale mi przerwał...-Nie pytaj kurwa dlaczego bo i tak ci nie powiem.-pokiwałam głową, spuszczając wzrok na moje stopy wystające z pod kołdry.
-Nie umiesz pływać?-spytał od razu zmieniając temat.
-Nie...-momentalnie na policzkach pojawiły mi się czerwone plamy.
-Rozebrałem cię z tych mokrych ubrań...-oznajmił z zadowoloną miną, uśmiechając się jakoś tajemniczo.
-Zauważyłam.-no pięknie, teraz to pewnie wyglądam jak burak. Chłopak zachichotał cicho.
-Przyniosłem ci herbatę, chcesz?-spytał po chwili ciszy. Czemu do cholery jasnej jest taki miły? Mili mordercy nie istnieją. Teraz jest taki słodziutki a nie całą godzinę temu zabił człowieka! Mimo wszystko nadal mnie przeraża, co z tego że w tej właśnie chwili wygląda jak piękny anioł bez skrzydeł?
-Yhymm-wymruczałam odbierając od niego kubek gorącej cieczy.
-Boże, ty nie wiesz jak strasznie podnieca mnie to że pod tą cienką kołdrą jesteś pół naga.-na te słowa herbatę którą miałam w buzi wyplułam ze zdziwienia jak i przerażenia.
-Co?!-wykrzyknęłam próbując ukryć powoli wzrastający strach. Oniemiałam. Jak on może tak do mnie mówić? Mówi tak do każdej napotkanej dziewczyny?! Musze stąd jak najszybciej wyjść. Tak muszę uciekać bo nie wiadomo do czego on może być zdolny. I nie chce tego wiedzieć.-Ymm ja muszę już iść...
-Nie nie musisz kochanie. Jeszcze musisz mi się odwdzięczyć za uratowanie ci tyłka.
-Ale jak...?-spytałam czując jak napinają mi się wszystkie mięśnie. Ten tylko uśmiechnął się szeroko i z jakimś błyskiem w oku podtrzymał mi ręce nad głową. Położył się na mnie mocno napierając swoim ciałem na moje ciało. Czy on...czy on próbuje....próbuje mnie....Zgwałcić??! Powoli zaczął zbliżać swoją głowę ku mojej co chwilę przenosząc wzrok z moich oczu na usta. Gdy jego ręka zaczęła wsuwać się pod kołdrę momentalnie zaczęłam się wyszarpywać i krzyczeć.
-Zamknij się kurwa.-składał pocałunki wzdłuż linii szczęki, potem szyi aż w końcu doszedł do dwóch kul tłuszczu-zwanymi piersiami. Jego dwa palce już miały wślizgnąć się pod gumkę moich majtek....

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

PRZEPRASZAM że musiałam skończyć rozdział w tym momencie. Hehe...proszę tylko nie bijcie. I jak wrażenia po 1 rozdziale? Wiem miałam dodać rozdział kilka dni wcześniej za co BARDZO PRZEPRASZAM. Nie jestem w stanie powiedzieć wam kiedy dodam 2 rozdział. A więc gdzieś do piątku powinien się pojawić. Dziękuje że swój cenny czas poświęciliście akurat na przeczytaniu mojego bloga. DZIĘKUJE I DO ZOBACZENIA <33333333333

poniedziałek, 30 września 2013

Powitanie



Witam was na moim wspaniałym blogu ( jaka skromna xd) Oczywiście z WIELKĄ zachętą zapraszam do czytania mojej historii i komentowania postów. Jeżeli chcecie się dowiedzieć o kolejnych rozdziałach zapraszam was na mojego tt @Natka_99 (zawsze daje follow back). Nie pisze jakoś za pięknie ale licze na to że czytać-to coś zwane opowiadaniem -będziecie. Dobra nie będę już was przynudzać *ziewa* Bardzo wam dziękuje że zdecydowaliście się tu wpaść. Kocham was i wielkie Dziękuję <3 Bajjj
Ps: Myślę że 1 rozdział dodam jutro :**